Jak się pozbierać...

Moderatorzy: Iwo_H, Kolejarz, Roman F., J.J.S

Jak się pozbierać...

Postautor: Ktosia » 12 kwie 2017, 15:25

Drodzy, w mojej historii nie będzie wiele szczegółów (chcę pozostać w miarę anonimowa, choć wiem, że w necie anonimowość to iluzja...).

Po prostu nie wiem jak się pozbierać, jak żyć po tym co przeszłam.

Wychowałam się w KEA, ale... Ale moje rozumienie wielu spraw, wielu teologicznych kwestii, także historii było dość powierzchowne. Kiedy byłam nastolatką, akurat w moim otoczeniu pojawili się ewangelikalni (głównie zielonoświątkowcy, ale nie tylko), byłam w dodatku w dość trudnej sytuacji mimo młodego wieku. Byłam osobą dość naiwną, a przy tym z powierzchownym podejściem do wiary, nie wiedziałam wielu rzeczy, które wiem teraz...

Cóż, spędziłam w jednym z ewangelikalnych zborów dość długi czas. Myślałam, że znajdę tam prawdziwą chrześcijańską miłość, ale to, co uważałam za braterską miłość, okazało się "bombardowaniem miłością" nowego członka i pochlebstwami. Niby była troska o ubogich, niby promowano "życie w prostocie i ubóstwie"... Ale z czasem zauważyłam, że mile widziani są tam ludzie ustawieni życiowo, najlepiej z własnymi firmami lub z dobrymi zarobkami. Niby oficjalnie nikt tam nie głosił "teologii sukcesu" czy "prosperity gospel", ale stale uczono nas tam, że co zrobisz i jak zrobisz, tak Bóg Ci będzie błogosławił - przy tym błogosławieństwo rozumiano materialnie, jako finansowe lub jako uzdrowienie... Niby głoszono tam naukę o zbawieniu z łaski, ale faktycznie stale powtarzano, że jednak to, czy będziemy w niebie i jak tam będzie, zależy od naszych uczynków...

Od pewnego czasu nie ma mnie już w tej społeczności - na dodatek przerażało mnie to, że tam jako wiarę rozumiano całkowitą naiwność, absolutne i bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego co mówi się zza kazalnicy. Wybaczyłam tym ludziom (nie wchodzę w szczegóły co im wybaczyłam), ale nie chcę mieć już z nimi nic wspólnego. Przez pobyt w tej wspólnocie miałam niezbyt dobre wyniki w szkole i w pracy, do tego popsułam sobie relacje z rodziną (no bo oni to ten zły "świat", a tylko ta wspólnota i jej podobne są "prawdziwymi w 100% biblijnymi chrześcijanami"). Osobiście uważam, że to chyba tylko Boża łaska, że po takich doświadczeniach nie stałam się ateistką, choć przyznam się, że niewiele brakowało.

Chcę wrócić do KEA, coraz więcej czytam materiałów luterańskich, widzę że choć może nie jest doskonale, to przynajmniej nie ma tu pogardy dla samodzielnego myślenia i nie ma aż takiego fundamentalizmu (traktowanie chociażby kobiet w tej wspólnocie tak naprawdę jest tylko trochę lepsze niż u muzułmanów, a wiem co mówię, bo mieszkałam jakiś czas w państwie z dużym skupiskiem wyznawców islamu). No i luteranizm przynajmniej daje świadomość, że chrześcijaństwo nie zaczęło się wczoraj...

Proszę o modlitwę, naprawdę nie wiem jak się po tym doświadczeniu pozbierać. Co gorsza, nie wiem jak poprawić sobie relacje w rodzinie - z pracą jakoś sobie poradziłam, ale gorzej naprawić bolące serca.
Ktosia
 
Posty: 8
Rejestracja: 08 kwie 2017, 13:06
Wyznanie: chrześcijanka

Re: Jak się pozbierać...

Postautor: Cypriusz » 17 kwie 2017, 13:14

Gdybyś chciała pogadać, to zapraszam na gg

62456356

Pozdrawiam!
Cypriusz
 
Posty: 3
Rejestracja: 06 wrz 2014, 16:27
Wyznanie: Chrześcijanin

Re: Jak się pozbierać...

Postautor: Ktosia » 18 kwie 2017, 10:16

Dziękuję, od dawna nie korzystam z GG...

Dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem do tej pory jest uporanie się z mentalnością typową dla tych środowisk: że jak się zachowujesz, co zrobisz, tak Bóg Ci będzie błogosławił (oczywiście, materialnie!).

Teraz postrzegam to jako myślenie magiczne. No właśnie, w tej grupie także na modlitwę patrzono jak na jakiś rodzaj zaklęcia, który ma zmusić Boga do działania... W Piśmie Świętym raczej tego nie widzę. Przypomina mi się tu walka między Eliaszem a kapłanami Baala, którzy chcieli zmusić swoje bóstwo do działania przez krzyki, samookaleczenia i tańce rytualne. Czy nie tym różni się wiara chrześcijańska od wiary w magię, że w tej pierwszej człowiek jawi się jako bezradny wobec Boga, a w drugiej ludzie wierzą, że ich słowa i czyny mają moc?

Coraz bardziej skłaniam się ku luteranizmowi również z przyczyn intelektualnych. Nie da się całego życia oprzeć wyłącznie na "słowach Ducha Świętego", a w rzeczywistości swoich subiektywnych odczuciach, na odrzucaniu rozumu, rozsądku, wiedzy...
Ktosia
 
Posty: 8
Rejestracja: 08 kwie 2017, 13:06
Wyznanie: chrześcijanka

Re: Jak się pozbierać...

Postautor: Ktosia » 23 cze 2017, 22:09

Wszystko zaczęło się wtedy, gdy w tym zborze nastała zmiana pokoleniowa. A może tak było wcześniej, tylko tego nie widziałam. Stale wezwania do "walki duchowej", "walki modlitwewnej". Nie wiem dlaczego, ale za każdym razem kiedy za kazalnicą stawał lider tej grupy, to czułam dziwny niepokój. Nie podobał mi się sposób jego wypowiedzi, taki autorytarny. Wersety wyrwane z kontekstu. Chciałam o tym porozmawiać z innymi, ale wszyscy byli zachwyceni jego osobą. Tak!

Najgorsze było, gdy zachorował syn mojej znajomej, właściwie niemowlę. Oczywiście, wszyscy modliliśmy się o tego chłopca. Ale ten gość mówił nam, że żeby modlitwa była skuteczna"musimy walczyć w grupie i stawać w szeregu!". Ja nawet chciałam dołączyć do tej grupy, ale nie mogłam, bo wtedy pracowałam i studiowałam, a grupa była wtedy, kiedy miałam zajęcia na uczelni i kończyła się z reguły o takiej godzinie, kiedy trudno byłoby mi wrócić do domu (nie mam samochodu). Kiedy powiedziałam o tym liderowi, to on wtedy: "Dobrze, ale ja się czuję samotny w tej walce".

Po kilku miesiącach to biedne dziecko zmarło. Wtedy ten lider wyszedł na środek zboru i krzyknął na nas: "No, zastanówcie się nad sobą!". A we mnie aż kipiało z wściekłości. Jak on mógł tak powiedzieć?!!! Do tej pory jestem wściekła, gdy o tym myślę.

A tych grup oczywiście było o wiele więcej. Wprawdzie nikt tego głośno nie mówił, ale była presja na działanie i bycie w grupie. Stale mnie o to naciskali, choć każdy wiedział że pracuję, studiuję i do tego nie mam super zdrowia. I naprawdę trudno byłoby mi znaleźć czas na taką grupę.
Ktosia
 
Posty: 8
Rejestracja: 08 kwie 2017, 13:06
Wyznanie: chrześcijanka

Re: Jak się pozbierać...

Postautor: Iwo_H » 27 cze 2017, 09:50

Przykro mi, że spotkałaś się z takim zborem, który akceptował tego typu agresywne kaznodziejstwo. Zdarzało mi się też kiedyś słyszeć kazania wygłoszone w podobnym tonie, w moim odczuciu nie ma to nic wspólnego ze zwiastowaniem zgodnym z duchem Biblii. Pamiętam szczególnie jedno kazanie, które mocno mnie poruszyło, ale w negatywnym sensie. Bo miałam wtedy uporządkowane życie z Bogiem, wierzyłam, służyłam Bogu pracując w Kościele i kochałam Go całym swoim sercem i starałam się żyć w zgodzie z Jego przykazaniami, a to kazanie, a w zasadzie ten sposób zwiastowania spowodował, że w czasie słuchania zaczęłam odczuwać strach przed tym, że jednak Bóg mógłby mnie potępić. Dla mnie było to manipulowanie ludzkimi emocjami, a nie prawdziwe kaznodziejstwo. Też wtedy poczułam oburzenie. Przykro mi, że są chrześcijańskie grupy i zbory, które godzą się na taką manipulację. :( Z drugiej zaś strony, to że nie dałaś się zmanipulować i zdecydowałaś się odejść z tej wspólnoty świadczy, że masz w sobie dużo siły i odwagi do samodzielnego myślenia. :)
Kościół luterański też nie jest doskonały i wiele można mu zarzucić, zresztą, skoro wychowałaś się jako luteranka, to pewnie sama doskonale o tym wiesz. W wielu parafiach, szczególnie tych większych brakuje trochę takiej otwartości i zainteresowania dla nowych osób, jakie znaleźć można w małych zborach ewangelikalnych. Ale jeśli już zacznie się bywać w danej parafii regularnie, nawiąże kontakt z księdzem, to najczęściej okazuje się, że jest całkiem w porządku, że dzieją się też fajne rzeczy, imprezy podczas których można poznać innych i wejść w grupę. Dużo zależy od konkretnego miejsca i możliwości jakie daje. Bo inaczej jest w diasporalnej parafii w wielkim mieście, a inaczej na wsi, inaczej też w dużych parafiach na Śląsku.
Gdybyś Ktosiu potrzebowała rozmowy, to polecam naszych duszpasterzy, na stronie www.rozmowa.duszpasterz.pl znajdziesz do nich kontakty.
Iwo_H
Moderator
 
Posty: 721
Rejestracja: 15 maja 2006, 00:00
Wyznanie: KEA

Re: Jak się pozbierać...

Postautor: Ktosia » 27 cze 2017, 16:10

Dziękuję za dobre słowo. Z rozmowy skorzystam, jeśli będę miała czas.

Nie zgodzę się tylko co do tego zainteresowania itp. Po sobie widzę i mogę powiedzieć, że to tylko bombardowanie miłością nowych członków zboru. A reszta to zwykłe pochlebstwa i słodzenia. Potem dowiedziałam się, że ci, o których sądziłam że są mi przychylni w tym zborze, tak naprawdę najwięcej mnie obgadywali i z ich strony było najwięcej plotek na mój temat. I z przykrością muszę też powiedzieć, że w wielu wspólnotach tego typu nie ma czegoś takiego jak prawdziwa przyjaźń. Bo jakiekolwiek relacje masz mieć tylko z "chrześcijanami" (pod tym pojęciem rozumie się tylko członków danej denominacji), a reszta to świat, czyli niewierzący. Tak, ludzie z KEA też są w tych wspólnotach uważani za świat. Wszystkie znajomości są tylko pretekstem do "ewangelizacji", czyli tak naprawdę do przyprowadzenia do konkretnego zboru... Dlatego teraz mam bardzo niewielu znajomych - część zraziła się do mnie wtedy, gdy ich "ewangelizowałam", pozostali są nadal w tej wspólnocie.

Przyznam się szczerze, że nadal mam myśli typu: "A co jeśli to oni mają rację, a Ty nie?". I bardzo długo myślałam, że problemy w pracy i ze zdrowiem mam dlatego, że Bóg mnie pokarał za nieposłuszeństwo i odejście z tamtej grupy.

Choć może wielu wyda się to politycznie niepoprawne, uważam, że ewangelikalne zbory w swojej istocie niewiele różnią się od sekt. Przepraszam, jeśli to kogoś urazi, ale tak po prostu myślę. Jeszcze raz dziękuję, bo czuję się tak, jakbym zrzucała z siebie jakiś wielki ciężar...
Ktosia
 
Posty: 8
Rejestracja: 08 kwie 2017, 13:06
Wyznanie: chrześcijanka


Wróć do Proszę o pomoc

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość